Przenikające się zakresy ubezpieczeń OC


#dumnizubezpieczeń, #ubezpieczenia / czwartek, 28 listopada, 2019

Ubezpieczenie OC ogólnej zostało stworzone z myślą o pokrywaniu roszczeń deliktowych do ubezpieczonego, z tytułu powstałych po stronie jego „nie kontrahentów” szkód rzeczowych lub osobowych. W trakcie setek lat ewolucji ubezpieczenie to w wersji „kontynentalnej” wchłonęło jednak zarówno odpowiedzialność kontraktową, jak i ryzyko „produktowo-usługowe” ubezpieczonego, także w zakresie czystych strat finansowych, wkraczając w sferę dedykowaną na rynkach anglosaskich do ubezpieczenia na bazie polisy OC zawodowej
– Paweł Sukiennik, PS Consult, Lloyd’s Polska Compliance Officer

Patrząc na początek naszych rozważań prawniczych zauważamy, że pojęcie prawne „wykonywania zawodu” zostało niejako zrównane z pojęciem „prowadzenia działalności gospodarczej”. My jednak musimy je rozróżniać, aby prawidłowo określić przedmiot ubezpieczenia zarówno w polisie OC ogólnej, jak i zawodowej. Jako osoby odpowiadające (nie mam na myśli tylko brokerów, ale także ubezpieczycieli, czyli także twórców produktów w rozumieniu ustawy o dystrybucji ubezpieczeń) za prawidłowe skonstruowanie polisy OC zgodnie z wymaganiami i potrzebami klienta, musimy być pewni, że oba zalecane przez nas ubezpieczenia zadziałają prawidłowo. Śmiem twierdzić, że większość brokerów (a w konsekwencji także ich klientów) dzisiaj takiej pewności nie ma.

Wyłączenia

Dzisiaj więc kilka refleksji na temat przenikania się ubezpieczeń OC. Dotyczy to w szczególności polis OC ogólnej i OC zawodowej, a w mniejszym stopniu – także D&O (OC zarządu). Świadomi tego ryzyka twórcy produktów ubezpieczeniowych umieścili w stosownych OWU wyłączenia mające to zjawisko wyeliminować. W OWU OC ogólnej możemy więc znaleźć pozostające w różnych konfiguracjach wyłączenia:

  1. odpowiedzialności zawodowej,
  2. szkód objętych obowiązkowym ubezpieczeniem OC,
  3. projektowania budowlanego,
  4. czystych strat finansowych (traktuję tak samo podlimity na to ryzyko rzędu 50-100.000 zł),
  5. czystych strat finansowych z tytułu wadliwości produktu, pracy albo usługi,
  6. czystych strat finansowych z tytułu określonych rodzajów działalności (finansowej, doradczej, informatycznej, marketingowej, pośrednictwa etc.),
  7. czystych strat finansowych z tytułu szeroko rozumianej nieterminowości.

Od strony warunków ubezpieczenia D&O sytuacja jest analogiczna – ryzyko OC ogólnej odseparowane jest na mocy kilku wyłączeń:

  1. odpowiedzialności spółki (ubezpieczającego), w tym m.in. jako pracodawcy i posiadacza mienia,
  2. szkód rzeczowych i osobowych,
  3. szkód w środowisku,
  4. szkód nie wynikających z wykonywania funkcji kierowniczej,
  5. szkód wynikających z odpowiedzialności zawodowej,
  6. szkód, które mogą być objęte innymi zawartymi umowami ubezpieczenia.

My i oni
Od strony warunków ubezpieczenia OC zawodowej sytuacja wygląda na dużo bardziej skomplikowaną. Nie znajdziemy tutaj wyłączenia szkód rzeczowych i osobowych, ani odpowiedzialności deliktowej jako takiej. Nie ma w nich także wyłączenia ryzyk „biurowych” czy też „stacjonarnych” (posiadanie i użytkowanie mienia). Jak więc radzą sobie ubezpieczyciele, którzy dla danego klienta wystawili tylko polisę OC zawodowej? Temat jest bardzo złożony, a stosowane rozwiązania mocno niedoskonałe. Na rozwiniętych rynkach ubezpieczeń OC zawodowej sytuacja jest dużo klarowniejsza niż u nas, bowiem liczba precedensów w obszarze Professional Liability jest gigantyczna. Tam pojęcie „błędu zawodowego” występuje wyłącznie w ramach odpowiedzialności kontraktowej, a więc wystarczające jest przywołanie tego pojęcia w przedmiocie ubezpieczenia OC zawodowej, aby było jasne, że nie chodzi tutaj o odpowiedzialność deliktową posiadacza lub użytkownika rzeczy, producenta, pracodawcy, czy też menedżera.

U nas jest inaczej – ani „odpowiedzialność zawodowa”, ani „błąd zawodowy” (poza „zdarzeniem medycznym”) jako pojęcia prawne nie występują, a nasz kodeks cywilny zbudowany jest na zasadzie zbiegu roszczeń (art. 443 k.c.), co oznacza, że poszkodowany przez profesjonalistę klient ma do niego roszczenie zarówno na bazie kontraktu, jak i deliktu. Nie pomaga nam także pojęcie czystej straty finansowej, bowiem zastosowanie go jako kryterium podziału produktów ubezpieczeniowych napotyka analogiczne problemy, jak w przypadku „OC zawodowej/błędu zawodowego”. Czysta strata finansowa bowiem także nie jest u nas pojęciem prawnym – na próżno szukać jej definicji w przepisach prawa cywilnego.

Z kolei techniczne rozdzielenie przedmiotu ubezpieczenia na polisie poprzez przyjęcie innych kodów PKD w polisie OC ogólnej, a innych w polisie OC zawodowej (tylko w tej drugiej byłaby umieszczona działalność usługowa, czyli w naszym rozumieniu „zawodowa”), powodowałoby nieakceptowalne przez klienta wyłączenie jego podstawowej działalności w ubezpieczeniu OC ogólnej. Na obu polisach muszą więc występować wszystkie kody PKD odnoszące się do wykonywanych przez klienta usług.

Czy to już ryzyko zawodowe?
Wiemy już, że ubezpieczenie OC ogólnej zostało stworzone z myślą o pokrywaniu roszczeń deliktowych do ubezpieczonego, z tytułu powstałych po stronie jego „nie kontrahentów” szkód rzeczowych lub osobowych. W trakcie setek lat ewolucji ubezpieczenie to w wersji „kontynentalnej” wchłonęło jednak zarówno odpowiedzialność kontraktową, jak i ryzyko „produktowo-usługowe” ubezpieczonego, także w zakresie czystych strat finansowych, wkraczając w sferę dedykowaną na rynkach anglosaskich do ubezpieczenia na bazie polisy OC zawodowej. Przykłady można mnożyć – większość z nich prowadzi nas do roszczeń z tytułu niewykonanej lub wadliwie wykonanej przez ubezpieczonego usługi, takich jak roszczenia inwestora do wykonawcy budowlanego, inżyniera nadzorującego budowę, czy np. dostawcy mieszanki betonowej (w tym ostatnim przykładzie na pierwszym planie jest niewątpliwie ryzyko nieterminowości). Do tego dochodzi wiele rodzajów działalności łączącej ryzyka „produktowe” (produkcja, handel, dostawa) z ryzykami „zawodowymi” (porada, szkolenia, instruktaż, instalacja, konfiguracja, serwis).

Niejednokrotnie w rozmowach z underwriterami londyńskimi słyszałem tekst „ale czy to nie będzie już ryzyko zawodowe”? Działo się tak zawsze w przypadku rozmowy o czystych stratach finansowych w obszarze odpowiedzialności kontraktowej, czyli tzw. ryzyka produktowo-usługowego. Jeżeli omawialiśmy takie potencjalne roszczenia od kontrahentów ubezpieczonego, które miały być objęte ubezpieczeniem OC ogólnej, stanowisko underwritera zawsze było takie samo: „dla mnie to już będzie ryzyko zawodowe”. Przyzwyczajenie tamtejszych underwriterów do przesuwania tego typu ryzyk do „tej drugiej” polisy, którą oczywiście mogą równocześnie zaoferować (jednak za składkę znacząco wyższą niż za polisę OC ogólnej – bo przecież włączają m.in. ryzyko nieterminowości), wynika z setek już lat ewolucji rynku ubezpieczeniowego. Polscy brokerzy dochodzący do podobnych konkluzji w pracy z klientem mają dużo większy problem, wciąż niewielu jest bowiem ubezpieczycieli, którzy posiadają pełną ofertę ubezpieczeń tzw. różnych ryzyk zawodowych (miscellaneous professions) na wysokie sumy gwarancyjne. A wobec tak płynnej granicy pomiędzy obydwoma obszarami ryzyka, uplasowanie każdego z nich u innego ubezpieczyciela wydaje się mocno nieroztropne…
– Paweł Sukiennik
PS Consult, Lloyd’s Polska Compliance Officer