Wyobraźnia w ubezpieczeniach


#dumnizubezpieczeń, #szkody / wtorek, Grudzień 1st, 2020

Wyobraźnia w biznesie to wcale nie jest otwarty i wolny jak ptak umysł. Bo ten tworzyć może pewnie niestworzone scenariusze. Ale nam nie są potrzebne niestworzone”. Nam potrzebne są scenariusze może i mało prawdopodobne, ale realne. Wyobraźnia w biznesie to więc tak naprawdę doświadczenie i wiedza.
A wyobraźnia w ubezpieczeniach to tak naprawdę przede wszystkim szkody – takie, jak pożar garażu na warszawskiej Woli. Pożar, który w ciągu kilku chwil z właścicieli 70 stosunkowo nowych mieszkań zrobił bezdomnych. I nawet części ubezpieczeniowców taka szkoda się nie śniła.
– #dumnyzubezpieczeń Marcin Z. Broda

Marcin Z. Broda

Kiedyś inżynier ryzyka jednego z wiodących ubezpieczycieli opowiadał mi, jak przy każdej niemal lustracji musi walczyć z inżynierami klienta. On – stosunkowo młody, a jeszcze młodziej wyglądający; oni – stare wygi, które na prowadzonym przez siebie zakładzie zjadły zęby. I po prostu chcą młodego szczawika zakasować. Stosunkowo prościej było na lustracjach po szkodzie, bo sama szkoda była dowodem, że coś jednak poszło nie tak. Gorzej przy lustracjach przed ubezpieczeniem, dla oceny ryzyka. Przy każdym punkcie lustracji stary wyga stawał natychmiast okoniem. Najlepszą odpowiedzią była zawsze opowieść – takie rozwiązanie, jak Wasze, generalnie bardzo dobre, w takich to a takich warunkach spowodowało tu i tu taką a taką szkodę, która kosztowała X. I tak za każdym razem, przy każdej uwadze. Mniej więcej po 10 stary wyga mięknie. On sam nie widział często nigdy żadnej poważnej szkody. Bo na szczęście pożarów, czy wybuchów mamy stosunkowo mało. Inżynier ryzyka widział ich dziesiątki. A o setkach czytał szczegółowe raporty. Jego wyobraźnia to wiedza i doświadczenie.

Bardzo podobną historię opowiadał mi kiedyś członek zarządu ubezpieczyciela specjalizującego się w ubezpieczeniach mieszkaniowych, a konkretnie ubezpieczeniach spółdzielni. Rozmawialiśmy o specjalnym pakiecie, który właśnie dla spółdzielni przygotowali. Była tam i globalna, kilkudziesięciomilionowa suma ubezpieczenia „na różne wydatki” dla spółdzielni po dużej szkodzie, i pomoc assistance, i nawet pomoc PR-owa. I oni przychodzili z tym do prezesa spółdzielni mniej więcej z takim tekstem: „drogi prezesie, my wiemy, że znasz się na prowadzeniu i zarządzaniu spółdzielnią; ale ile miałeś sytuacji, że cały blok wyleciał ci w powietrze? nie miałeś; a my mieliśmy i wiemy, co wtedy robić; i chętnie zrobimy to dla Ciebie”. Bo wyobraźnia w ubezpieczeniach to wiedza i doświadczenie.

Jeden pożar

Wracając do pożaru z warszawskiej Woli. W nocy z 15 na 16 października, z piątku na sobotę, na nowym osiedlu przy ul. Górczewskiej 181 wybuchł pożar w garażu podziemnym. Jak później stwierdzono, prawdopodobną przyczyną mógł być zapłon jakiegoś pojazdu elektrycznego – samochodu, a może nawet tylko hulajnogi. Spłonęło 46 aut (według niektórych doniesień 47). Jednak najpoważniejszym skutkiem pożaru było naruszenie przez temperaturę stropu garażu, co oznaczać ostatecznie może nawet… nakaz rozbiórki budynku. Niezależnie, czy budynek faktycznie trzeba będzie rozebrać, czy tylko potrzebny będzie totalny remont… już dziś chyba można napisać, że wspólnota mieszkaniowa prowadząca ten budynek jest już bankrutem. A razem z nią wszyscy jej członkowie. Sami zresztą zapakowani pewnie w kredyty na mieszkania, które nie tak dawno odebrali…

Stosunkowo szybko sprawą zainteresował się Rzecznik Finansowy: Pomoc dla poszkodowanych po pożarze garażu w Warszawie. Wiemy, że zadziałali też ubezpieczyciele: Link4 pomaga na Górczewskiej. Z drugiej strony… pośrednicy ubezpieczeniowi nie potrafią wyobrazić sobie takich szkód i nie szukają nawet odpowiedniej oferty ubezpieczeniowej. Jak tutaj: Pośrednik: ubezpieczenie nie zapewni lokalu zastępczego.

Trudno nawet dziwić się agentowi. Na tysiące umów ubezpieczeń mieszkaniowych, które zawarł… nigdy podobna szkoda się nie zdarzyła. Sam nigdy takiej nie widział, nie słyszał o podobnej. Bo i skąd? Podobne szkody zdarzają się – na szczęście – bardzo rzadko. (Choć, jeśli dalej będziemy „szli w ekologię”, będą zdarzać się pewnie coraz częściej. O czym jeszcze dalej.) A jeśli agent nie ma przykładów, które może klientowi opowiedzieć (niczym ten inżynier ryzyka z historii na początku), nie będzie nawet klienta do bardziej zaawansowanych dodatków przekonywał. Do lokalu zastępczego. I nie na tydzień, ale na miesiące czasem. Lub nawet pełnej sumy ubezpieczenia, która pokryłaby nie tylko kredyt, ale i zakup nowego lokum? Wyobraźnia idzie z wiedzy, z przykładów. Jeśli ich nie ma… klient propozycje agenta będzie traktował tylko jak jeszcze jedną próbę dosprzedaży niepotrzebnego, a kosztownego, dodatku.

Przyczyna

Odrębną od samego ubezpieczenia mieszkaniowego kwestią będzie odpowiedzialność posiadacza pojazdu elektrycznego za całe zdarzenie. Jeśli to hulajnoga – może będzie mogło zadziałać tylko OCŻP z zatrważająco niską dla podobnego przypadku sumą ubezpieczenia oczywiście. Bo jeśli włodarze powiatu uznają, że suma ubezpieczenia rzędu 50 tys. zł dla ubezpieczenia wszystkich ich dróg jest adekwatna (porównaj: Kłopotliwy wyrok dla powiatu – wypłacił 2 mln zł za wypadek)… jak dziwić się Kowalskiemu, który nie wyobraża sobie żadnej większej odpowiedzialności?

Ciekawiej jeszcze będzie, jeśli okaże się, że pożar powstał przy udziale pojazdu elektrycznego. Czy to po prostu przez jakiś wybuch tego pojazdu, czy to przy jego ładowaniu. Podział odpowiedzialności wcale nie musi być przy tym oczywisty, bo znakomita większość instalacji nawet nowych bloków nie jest przystosowana do ładowania pojazdów w garażach. A posiadacz pojazdu mógł go może ładować całkiem „legalnie”, bo za zgodą wspólnoty i po uwzględnieniu kosztów. Odrębną kwestią będzie pewnie niedługo w ogóle zgoda na wjazd auta elektrycznego do garażu podziemnego. Bo skutki ewentualnego pożaru będą zawsze w takim przypadku tragiczne – elektryki są praktycznie nie do ugaszenia, a też temperatury wytwarzane przy takim pożarze są znacznie wyższe niż przy „normalnych” pojazdach. Ot, taki uboczny efekt ekologii.

Wyobraźnia a wiedza

Tak, zapewne niedługo będziemy mogli sobie w ubezpieczeniach znów wyobrazić więcej, dodać jeszcze jeden przykład do długiej listy zdarzeń, które może nie miały prawa, ale jednak się zdarzyły. Czy to przez właściwości materii, czy to przez zwykłe ludzkie działanie. I to zwykłe, ludzkie działanie, a niekoniecznie nawet błąd. Takie działanie… bez wyobraźni. Bo my w ubezpieczeniach musimy wiedzieć, umieć znać. Ale większość nie będzie nawet chciała sobie strasznych rzeczy wyobrażać…

#dumnyzubezpieczeń Marcin Z. Broda
Redaktor naczelny
Dziennik Ubezpieczeniowy